Przygotowałam dla Ciebie kilka fragmentów, które pozwolą Ci poczuć nastrój książek z serii "Wracając do siebie"

Fragment rozdziału pt. „Sięgnij po te myśli, gdy potrzebujesz przytulenia"

 

Spogląda na Ciebie z oddali. Schowana tak, abyś jej nie dostrzegła - przygląda Ci się uważnie. Z zachwytem obserwuje jak na przestrzeni lat dorastasz, dojrzewasz, zmieniasz się i sięgasz po więcej. Uśmiecha się, gdy celebrujesz najważniejsze momenty swojego życia. Smuci, kiedy płaczesz, ponosisz porażkę, gdy jest Ci źle. W głębi serca podziwia Cię. Widzi to, co w Tobie najpiękniejsze. Zauważa i docenia wszystkie Twoje starania. Z łagodnością i wyrozumiałością pochyla się nad każdym Twoim potknięciem. Podziwia Twoją odwagę i determinację, tę niezwykłą siłę, która pozwala Ci iść dalej nawet wtedy, gdy życie prowadzi Cię po wyboistych drogach. Jesteś dla niej wzorem do naśladowania, symbolem pięknego i spełnionego życia. Bohaterką, której przygląda się z zachwytem, widząc w niej nieskończoną inspirację…

Niekiedy ogarnia ją głęboki smutek, widzi bowiem jak często nie potrafisz docenić samej siebie. Nie widzisz w sobie nic nadzwyczajnego - przeciwnie, wciąż tworzysz w swojej głowie przekonanie, że nie ma w Tobie nic godnego podziwu. Tak łatwo przecież przychodzi Ci nie dostrzegać swoich osiągnięć, gubić poczucie własnej wartości, umniejszać swoje dokonania. Nie mówić o nich - nie wypada się przecież przechwalać. Nie wypada mieć zbyt dobrego zdania na swój własny temat, nie należy mówić dobrze o samej sobie. Dlatego często milkniesz. Odwracasz oczy od samej siebie, przekonana, że nie masz nic ciekawego do powiedzenia.

Ona natomiast widzi coś zupełnie innego - i bardzo chciałaby, abyś Ty także to dostrzegła. Widzi w Tobie wyjątkową i niezwykłą kobietę. Przygląda się Twojej historii z podziwem. Spogląda z czułością na wszystkie momenty wahania, wszystkie potknięcia, wszystkie te chwile, gdy wydawało Ci się, że codzienność jest zbyt trudna do uniesienia - a przecież szłaś dalej. Z odwagą i determinacją stawiałaś kolejny krok, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, jak wielkiej potrzeba do tego siły. Tyle było przecież okazji, aby się poddać - Ty jednak nigdy nie porzuciłaś swoich marzeń. Nawet w chwilach największego zwątpienia, wolałaś trzymać się myśli, że to, co najpiękniejsze wciąż jest przed Tobą. Dla niej jesteś bohaterką. I nawet wtedy, gdy spadasz w najciemniejszą otchłań zwątpienia w samą siebie - ona wciąż patrzy na Ciebie oczami pełnymi ciepła, zrozumienia i nieskończonej wiary w Twoją wartość i wyjątkowość. Wyciąga do Ciebie rękę, gdy ocierasz z oczu łzy. Nawet, gdy słowa grzęzną w gardle - zna każdą Twoją odpowiedź. Kim jest?

Tobą z odległości wielu lat. Tych lat, które pozwalają nam popatrzeć na siebie łagodniej. Zatrzymać się, spojrzeć wstecz i uchwycić to, czego tak długo nie udało nam się dostrzec. Zobaczyć całą swoją drogę, wszystkie wzloty i upadki, najważniejsze chwile, najtrudniejsze decyzje. Tych lat, które niezbędne są, aby dojrzeć do zrozumienia, że najważniejszy podziw to ten, który odbija się w naszych oczach. To przecież tak ważne, abyśmy potrafiły bezwarunkowo pokochać same siebie. Dostrzec w sobie to, co najpiękniejsze. Zaopiekować się tym, co najbardziej kruche. Docenić to, kim jesteśmy i jaka droga jest za nami.

Spotkałam kiedyś starszą panią, której słowa zostały we mnie na zawsze. I choć nasze drogi przecięły się tylko na krótką chwilę, to spotkanie zapadło w moje serce głęboko. Poprosiłam ją o odpowiedź na pytanie czy czegoś w życiu żałuje. Odpowiedziała bez chwili namysłu: Tak, jest jedna rzecz, której bardzo żałuję - że tak mało w życiu doceniałam samą siebie.

Fragment pochodzi z książki "Czułe strony. Refleksje, które pomogą Ci zbliżyć się do siebie."

 

Fragment rozdziału pt. „Sięgnij po te myśli, gdy chcesz zaufać"

 

Niekiedy odpowiedzią jest czas. Sporo musi go upłynąć, abyśmy dojrzały do pewnych decyzji, znalazły w sobie odwagę do działania. Poczuły się w pełni swoich sił i mocy. Sięgnęły głęboko w swoje wnętrze, aby wydobyć z siebie iskrę. Tę iskrę, która niezbędna jest, aby wzniecić płomień.

Ktoś kiedyś powiedział mi, że potrzeba wielu długich lat, aby drzewko oliwne wydało pierwsze owoce. Nie wystarczy go posadzić i otoczyć odpowiednią opieką - trzeba dać mu czas, pozwolić wzrastać w jego własnym tempie. Mieć w sobie ufność, że dzisiejszy nasz trud w przyszłości przyniesie nagrodę. Przede wszystkim jednak - znaleźć w sobie cierpliwość. Zrozumieć naturę tej rośliny i przyjąć ją bez walki, bez złości i bez rozczarowania. Z szacunkiem wobec faktu, że musi upłynąć dłuższy czas, aby drzewko oliwne wydało pierwsze owoce.

Czy z nami nie jest podobnie? Do pewnych zmian czy decyzji dojrzewamy na przestrzeni czasu  znacznie dłuższego niż mogłoby się to wydawać konieczne. Choć znamy nasz cel, wiemy, w jakim kierunku zmierzamy - coś trzyma nas w miejscu. Choć od wprawienia zdarzeń w ruch dzieli nas tylko jeden krok - zastygamy, czując podskórnie, że to jeszcze nie ten moment. I choć pozornie wszystko zdaje się gotowe - nam wciąż potrzebny jest czas. Czas, aby oswoić się z własną decyzją, odnaleźć w niej, umocnić w poczuciu, że jest właściwa. Czas, aby ponownie rozważyć wszystkie “za” i “przeciw”, rozpisać w głowie scenariusze, zmierzyć się z ich potencjalnymi konsekwencjami. Czas, aby stanąć naprzeciw samej siebie i z niewzruszoną pewnością powiedzieć: jestem gotowa.

Gdy myślę o takich chwilach w moim życiu - widzę siebie stojącą na moście. W przestrzeni rozpiętej między jednym brzegiem, a drugim - tak, jakbym trwała w swoistym zawieszeniu między tym, co za mną, a tym, co przede mną. Nie chcę zawrócić, ale wciąż nie przekonałam samej siebie, że jestem już gotowa, aby iść dalej. Pozostaję zatem w miejscu - wiedząc, że muszę zebrać siły. Raz jeszcze zmierzyć się z samą sobą, aby ostatecznie porzucić lęk i nadać bieg nowej historii. 

Chcę Ci powiedzieć coś bardzo ważnego: miej w sobie cierpliwość. Cierpliwość do siebie w tych trudnych momentach, gdy bardzo chciałabyś pójść dalej, a jednak nie możesz odważyć się na pierwszy krok. Gdy dokładnie wiesz, co powinnaś zrobić - a jednak wciąż szukasz w sobie potwierdzenia, że to słuszne. Gdy potrzebujesz czasu i nie jesteś w stanie nic na to poradzić, bo jedyne, co możesz - to pozwolić mu upłynąć. Tak w życiu bywa. To, że coś nie dzieje się od razu, nie oznacza, że nie wydarzy się nigdy. Choć bardzo chciałybyśmy działać w sposób zdecydowany i szybki - nie zawsze potrafimy, nie zawsze możemy.

Fragment pochodzi z książki "Czułe strony. Refleksje, które pomogą Ci zbliżyć się do siebie."

 

Fragment rozdziału pt. „O trudnej sztuce zostawiania za sobą"

 

Te słowa przyszły do mnie wiele lat temu. W pewnym trudnym i przełomowym momencie mojego życia, gdy zagubiona nie potrafiłam odnaleźć się w natłoku zdarzeń – były jak wytchnienie, jak latarnia morska tląca się w ciemności, a wskazująca drogę do domu. Nauczyłam się ich wtedy na pamięć, wiedząc, że dzięki temu zostaną ze mną na dłużej. Kartki, notatniki bywają zbyt ulotne, zbyt łatwo zagubić je na przestrzeni lat. 

„Wszystkie zmiany, nawet te najbardziej upragnione, mają swoją melancholię; to, co zostawiamy za sobą, jest częścią nas samych; musimy umrzeć dla jednego życia, zanim będziemy mogli wejść w drugie”. Anatol France

Od lat niezmiennie zachwyca mnie przewrotne piękno tej myśli. Głęboka, dojmująca prawda, że nie da się przejść przez życie bez straty. Że zawsze są dwie strony – jasna i ciemna – z którymi musimy jednakowo się zmierzyć. Że coś musi się skończyć, aby coś innego mogło się zacząć. Że całe nasze życie składa się z wyborów, których dokonujemy. A te wybory mają swoje konsekwencje – wymagają od nas działania, podejmowania decyzji. Wprawiają nas w ruch. Niczym żeglarze przybijamy do kolejnych portów, odkrywając ich piękno i bogactwo – nowe, jeszcze nam nieznane. Jednak każdy nowy port oznacza opuszczenie jakiegoś innego – bezpiecznej przystani, do której być może zdążyliśmy już przywyknąć, zadomowić się.

Każdy nowy rozdział naszego życia jest jak taki port, który opuszczamy – zasmucone końcem jednej wyprawy, a jednocześnie podekscytowane nową. Tęskniące za tym, co utracone, a już otwierające oczy i serce na inne, nieznane; na to, co dopiero majaczy na horyzoncie. Płyniemy przez życie od przystani do przystani – dorastając, dojrzewając, odkrywając siebie. Godząc się ze stratą, ucząc zostawiać minione za sobą. Przełykając gorzki smak porażki, poznając słodycz zwycięstwa. Wszystko w tej podróży jest pierwsze i nieznane. Każdy jej rozdział to bezcenna lekcja.

W życiu każdej z nas przychodzi taki moment, gdy musimy zostawić coś za sobą. Coś dobrego lub wręcz przeciwnie. Coś za czym będziemy tęsknić lub coś, o czym chcemy jak najprędzej zapomnieć. Coś, co jest darem lub całkiem odwrotnie – przekleństwem. Nie da się tego uniknąć. Aby pójść dalej, aby coś zmienić – musimy nauczyć się zostawiać za sobą. Zostawiać to, co już minęło, co zamknęło się dla nas bezpowrotnie. Zostawiać to, co nam nie służy, aby móc wzrastać. Czasami zaś zostawiać coś nieskończenie dobrego po to, aby otworzyć nowy rozdział, zacząć nowy etap. Jak przepięknie napisał Anatol France – „wszystkie zmiany, nawet te najbardziej upragnione, mają swoją melancholię – to, co zostawiamy za sobą, jest częścią nas samych”.

Fragment pochodzi z książki „Zamyślenia, zapatrzenia. Refleksje, które pomogą Ci zatrzymać się w pędzie codzienności” 

Fragment rozdziału pt. „O wychodzeniu samej sobie naprzeciw"

 

Najpierw ta ścieżka jest wąska, cienka, potem coraz szersza, coraz mocniej odciśnięta, aż zamienia się w szlak. Twój szlak. Suma Twoich wyborów i doświadczeń, każde „tak” i każde „nie”, miliony chwil splecionych ze sobą nierozerwalnie. Wschody i zachody słońca, miarowy takt czasu płynącego niepostrzeżenie od dnia do dnia, od godziny do godziny. Chwile wielkie, podniosłe i te całkiem drobne, z których utkana jest nasza codzienność. 

Przychodzi taki moment, gdy jesteś gotowa iść własną drogą. Dokonywać własnych wyborów, uczyć się na swoich błędach, pisać własną historię. Dojrzewa w Tobie poczucie sprawczości, odpowiedzialności za swój los - niezłomne przekonanie, że chcesz i potrafisz nadać swojemu życiu upragniony kształt. Że chcesz sama być sobie sterem i okrętem - chwytać wiatr i płynąć tam, gdzie prowadzi Cię serce. Nastaje taki dzień, gdy jesteś gotowa wyjść samej sobie naprzeciw. Dostrzec to, co w Tobie jasne i piękne, ale także zmierzyć się z ciemną stroną istnienia, od której nikt z nas nie jest wolny. Stawić czoła temu, co trudne i skrajne; co odciska się na nas bolesnym piętnem. Spojrzeć w oczy lękom i smutkowi - z gotowością, aby wyjść im naprzeciw, zamiast zagłuszać i odsuwać od siebie bez końca. 

Im starsza jestem, tym mocniej rozumiem, że nie ma takiego miejsca na świecie, do którego mogłybyśmy uciec od samych siebie. Każdy porzucony strach, każda odepchnięta potrzeba, każda niespełniona nadzieja - prędzej czy później wrócą do nas ze zdwojoną siłą. Nie buduj swojego stosunku do samej siebie na ucieczce, na odwracaniu oczu od tego, co trudne i bolesne. Zechciej wychodzić sobie samej naprzeciw - nawet, jeśli nie zawsze są to łatwe spotkania. 

Fragment pochodzi z książki „Zamyślenia, zapatrzenia. Refleksje, które pomogą Ci zatrzymać się w pędzie codzienności” 

 

Fragment rozdziału pt. „Jesteś gotowa żyć na własnych zasadach"

 

Nie przyszłaś na świat po to, aby wypełniać czyjeś wyobrażenie o szczęściu. Zjawiłaś się tu po to, aby napisać własną historię. Historię, która składa się z okruchów szczęścia i smutku, nadziei i zwątpienia, wielkich darów losu i bolesnych rozczarowań. Historię tak wielowymiarową, jak wielowymiarowa jesteś Ty sama - pełną emocji, uniesień i przyspieszonego bicia serca. 

Wyjdź poza strach i pozwól tej historii się wydarzyć. Nie patrz na to, co powiedzą inni i czego od Ciebie oczekują. Nie słuchaj złych proroctw. Zaufaj sobie - Ty najlepiej wiesz, którą ścieżką powinnaś pójść, co wybrać, jak żyć. Przede wszystkim jednak - uwierz w siebie. Uwierz w swoją wartość, w swoją siłę. Uwierz w swoją zdolność do podejmowania mądrych decyzji. Uwierz wreszcie, że jesteś gotowa wziąć życie we własne ręce. Uwierz w to, że sobie poradzisz - nawet, jeśli chwilami dławi Cię strach. Nie myśl o tym, co powiedzą ludzie. Ludzie zawsze mówić będą to, co chcą. 

Wiele lat zajęło mi zrozumienie, że szczęśliwe życie jest bardzo proste. Szczęśliwe życie to podążanie własną drogą, to możliwość swobodnego wyrażania swoich potrzeb, to bycie akceptowaną i kochaną przez tych, na których nam zależy. Szczęśliwe życie to zwykłe codzienne czynności, których największą wartość stanowi ich prostota. To dbałość o to, co dla nas najcenniejsze i o tych, których kochamy. Szczęśliwe życie to wzajemna dobroć i troska, szacunek wobec innych i wobec samej siebie. 

Szczęśliwe życie zaczyna się od wyjścia sobie naprzeciw. Od pójścia za głosem swoich potrzeb i marzeń, od zaufania samej sobie, od zawierzenia swojej mądrości i intuicji. 

Szczęśliwe życie to także dystans. Dystans do tego, co mówią o nas inni. Umiejętność obojętnego i chłodnego podejścia do ludzi, którzy nie wnoszą w nasze życie nic, a chcą w nie ingerować. To determinacja i upór, które pozwalają nam przejść przez najtrudniejsze sytuacje, nie poddać się. 

Na koniec zaś – szczęśliwe życie zaczyna się od zrozumienia, że mamy prawo żyć na własnych zasadach. Mamy prawo dokonywać własnych wyborów, popełniać własne błędy i przecierać własne szlaki w największej podróży, w jaką wyruszamy – podróży zwanej życiem.

Fragment pochodzi z książki „Dobrze, że jesteś. 18 lekcji, które pomogą Ci uwierzyć w siebie” 

Fragment rozdziału pt. „Jesteś sumą swoich doświadczeń"

 

Kiedyś wydawało mi się, że gdybym miała wehikuł czasu – uczyniłabym moje życie idealnym. Mogłabym przecież zapobiec złym zdarzeniom, które mnie spotkały, unieważnić je – zostawiając tylko to, co dobre i budujące. Mogłabym tak wielu rzeczy nie doświadczyć, obok tak wielu sytuacji przejść obojętnie. Nie poznać gorzkiego smaku porażki. Nie poczuć palącego bólu straty. Nie usłyszeć ostrych słów, które zapadły w moją pamięć na zawsze.

Mogłabym nigdy nie poznać smutku – w idealnym świecie nie miałabym przecież powodu do łez. Nie dowiedziałabym się, jak wiele odcieni ma niespełniona miłość. Nie spaliłabym kilku mostów, a kilku drzwi nie zatrzasnęła. Nie musiałabym. W doskonałym świecie, gdzie zawsze świeci słońce – nie wydarzyłoby się przecież nic, co wymagałoby ode mnie tak radykalnej reakcji.

Nikt nigdy by mnie nie zranił ani nie rozczarował. Nie wystawiłby mojej cierpliwości na próbę, nie zawiódł mojego zaufania. Nie poznałabym prawdy o przewrotnej ludzkiej naturze – nikt przecież nie objawiłby przede mną swojej drugiej twarzy. Wszystko wokół mnie byłoby dokładnie takie, jakie chcę. Wszystko, co by mi się przytrafiło – przytrafiłoby się wyłącznie za moją zgodą. Miałabym szansę poprawić każdy najdrobniejszy szczegół, który zakłócałby moją idealną egzystencję.

Wyobraź sobie, że dostajesz taką moc. Jak za dotknięciem magicznej różdżki możesz wymazać to, co niedobre, niekomfortowe, niepotrzebne i dotkliwe. Możesz zdecydować, które wydarzenia zachować, a których nigdy nie doświadczyć. Prostujesz przeszłość, kształtując idealną teraźniejszość – dokładnie taką, jaką chcesz.

Chciałabyś?
Ja za nic w świecie nie chciałabym mieć takiej mocy. Im starsza jestem, im więcej skrajnych sytuacji za mną – tym mocniej dostrzegam potęgę doświadczenia. Tego doświadczenia, które nauczyło mnie, że „nie wszystko złoto, co się świeci”. Że między tym, co czarne, a białe jest jeszcze cała paleta szarości. Że dobrymi intencjami piekło jest wybrukowane. Doświadczenia, które stawiało mnie w obliczu trudnych wyborów i zostawiało samą. Które przestawiało mnie nieraz z deszczu pod rynnę. Które tak często wystawiało mnie na ciężkie próby, jakby chciało poznać granice mojej wytrzymałości.

I zawsze było moim piętnem – czymś, co wlokłam za sobą jak zbyt ciężki bagaż. Czymś, co nieodwracalnie mnie naznaczało, prześladowało. Nie ma przecież takiej drogi, którą mogłybyśmy uciec od siebie.

Dlaczego jednak miałybyśmy uciekać od siebie? Jesteśmy przecież sumą swoich doświadczeń. Jesteśmy takie a nie inne, bo spotkało nas to, co spotkało – a nie coś innego. Każda sytuacja, każde zdarzenie – to dobre i to złe – składa się na Ciebie taką, jaka jesteś. Jest Twoim indywidualnym doświadczeniem, elementem Twojego jestestwa. Jesteś przecież kompilacją tego wszystkiego, co Cię w życiu spotkało, wypadkową swoich szczęść i nieszczęść, sukcesów i porażek. Jesteś odbiciem dobra, które pozwoliło Ci wzrastać i niesprawiedliwości, która podcięła Ci skrzydła.

Fragment pochodzi z książki „Dobrze, że jesteś. 18 lekcji, które pomogą Ci uwierzyć w siebie.”

 

Fragment rozdziału pt. „Intuicja"

 

- Odpowiedzi na większość najważniejszych pytań nosimy w sobie. Najtrafniejszych wyborów dokonujemy, gdy dokonujemy ich w zgodzie z naszym sercem. Szczęśliwi jesteśmy wtedy, gdy żyjemy w zgodzie z własnym wnętrzem, nie zaś w zgodzie z oczekiwaniami innych -

W głębi serca wszystkie jesteśmy bardzo mądre. W głębi duszy dokładnie wiemy, czego nam trzeba, a co nam szkodzi. Co daje nam radość, a co przygnębia i pozbawia sił. W głębi siebie każda z nas przechowuje wielki dar – pradawną siłę, wewnętrzny głos, który ostrzega nas przed niebezpieczeństwem, podpowiada, co dla nas najlepsze, koi lęk i wskazuje nam właściwą drogę.

Dlaczego tak często go ignorujemy?

Co by się stało, gdybyśmy mogły dokonywać wyborów zgodnie z naszymi potrzebami i wewnętrznymi podszeptami – nie zaś tych, których się od nas oczekuje? Gdybyśmy dopuściły wewnętrzny głos i poszły za nim? Gdybyśmy słuchały siebie i żyły zgodnie z naszymi sercami?

Intuicja to niezwykła siła. Nie da się jej wytłumaczyć ani opisać, nie wiadomo czym jest i skąd się bierze. Ja lubię nazywać ją podszeptem duszy – głosem wydobywającym się z naszego wnętrza, z naszego najprawdziwszego ja. Dzięki niej instynktownie wyczuwamy, że coś jest dla nas dobre, a coś innego nie; że pewne sytuacje są dla nas niebezpieczne, w inne zaś możemy wejść z ufnością.

Z biegiem lat uczymy się ją zagłuszać. Podejmujemy wybory kierując się rozsądkiem i logicznymi przesłankami, nie zaś irracjonalnymi podszeptami duszy. Bardzo często dokonujemy tych wyborów kierując się dobrem innych, ich potrzebami i oczekiwaniami. Z biegiem lat bowiem w naszym życiu tworzy się coraz więcej zależności – nie jesteśmy samotnymi wyspami, żyjemy z ludźmi i wśród ludzi, mamy obowiązki i zobowiązania, żyjemy w konkretnych ramach, które wymagają od nas określonych działań.

Podejmujemy decyzje uwzględniając nie tylko swój punkt widzenia, ale także wszystko to, co opisałam powyżej. Nie ma w tym nic złego. Co więcej – jest to naturalne i jak najbardziej słuszne. Nie oznacza to jednak, że nie możesz i nie powinnaś słuchać swojego wewnętrznego głosu. Dokonując jakiegokolwiek wyboru, podejmując jakąkolwiek decyzję - wsłuchaj się w samą siebie. Zaufaj intuicji i pozwól jej dojść do głosu. Zadaj sobie pytanie – jak się w tej sytuacji czujesz, jakimi uczuciami Cię wypełnia, czy jest Ci z nią dobrze, czy źle; jak byś postąpiła, gdyby to zależało wyłącznie od Ciebie.

Fragment pochodzi z książki "Wracając do siebie. 16 lekcji, które pomogą Ci w Twojej podróży do siebie."

Użyj kodu WRACAM, aby kupić zestaw 4 książek w wyjątkowej cenie 99 zł.